Po 3 dniach mojego masterclass i 17 spotkaniach 1:1 z liderkami i liderami polskich NGO jeden wzorzec wrócił częściej niż jakikolwiek inny. To nie był brak wiedzy. Nie brak przekonania do systemu regularnych darowizn. Nie brak pieniędzy na kampanię.
„Fundraisingiem zajmuję się, jak mam chwilę między grantami.” „Fundraisingiem zajmuję się wieczorami, kiedy dzieci już śpią.” „Robię to w weekendy, bo w tygodniu nie ma kiedy.” To zdania, które usłyszałam co najmniej kilkanaście razy w ciągu jednego tygodnia.
Rozumiem to. Naprawdę. Prezeska małej fundacji ma na głowie wszystko: program, zespół, wolontariuszy, sprawozdania, media społecznościowe, relacje z beneficjentami, granty, i do tego fundraising. Doba ma 24 godziny i nie da się wszystkiego zmieścić w czasie pracy.
Ale po 20 latach współpracy z prezesami małych, średnich i dużych polskich organizacji pozarządowych muszę powiedzieć wprost: fundraising nie jest problemem czasu. To jest problem roli.
Żaden CEO firmy komercyjnej nie prowadzi sprzedaży „wieczorami, jak ma chwilę”. Nie dlatego, że jest lepiej zorganizowany ani ma więcej czasu. Dlatego, że rozumie coś fundamentalnego: zapewnienie stabilnego finansowania to nie jest jedno z zadań CEO. To jest jego najważniejsza strategiczna funkcja.
Kiedy liderka NGO robi fundraising „po wszystkim innym”, jej postawa, nawet nieświadomie, komunikuje całej organizacji jedno zdanie: „To nie jest priorytet tej organizacji.”
A zespół to widzi. Widzi, że fundraising jest robimy, gdy starczy czasu. Widzi, że spotkania zarządu poświęcone są programowi i operacjom, a fundraisingowi poświęca się „ostatnie pięć minut”. Widzi, że każdy grant jest świętowany jako sukces, a budowanie bazy darczyńców jest traktowane jak konieczne zło.
Darczyńcy to czują. Kiedy komunikacja fundraisingowa jest tworzona w pośpiechu, bez przemyślanej strategii, bez konsekwentnego głosu marki, darczyńca nie czuje zaproszenia do długoterminowej relacji. Czuje prośbę, na którą reaguje albo nie i przechodzi dalej.
Wyniki to pokazują. Rośnie tylko to, w co wkładasz energię i uwagę. Fundraising, który dostaje resztki Twojego czasu, daje resztki wyników.
Polski sektor NGO nie potrzebuje więcej akcji fundraisingowych. Potrzebuje liderek i liderów, którzy świadomie przesuwają fundraising z kategorii „zadania operacyjne” do kategorii „strategia, którą prowadzę osobiście, bo od niej zależy moja misja„.
To nie jest apel o to, żebyś pracowała więcej, a apel o to, żebyś inaczej rozłożyła priorytety. Żebyś spotkania zarządu zaczęła od pytania „ilu mamy regularnych darczyńców i jak ta liczba rośnie?” zamiast pytać o to na końcu, jeśli zostanie czas.
Dopóki traktujesz siebie jako wykonawcę zadań fundraisingowych, Twoja organizacja nie zobaczy w Tobie stratega. A potrzebuje Cię w obu rolach. Wykonawca realizuje kampanię. Strateg decyduje, że ta kampania w ogóle istnieje i dlaczego.
Kiedy ostatnio patrzyłaś lub patrzyłeś na fundraising w swojej organizacji nie jak na listę zadań do odhaczenia, ale jak na system stabilnego finansowania, za który jesteś właścicielem i właścicielką?
Jeśli nie pamiętasz kiedy, to jest sygnał. I jest to dokładnie ten moment, od którego można zacząć inaczej.
Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.
LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl