Fundacja nie dostała dotacji? Dlaczego odwołanie to nie jest Twój prawdziwy problem

Miesiące pracy. Zespół, który wieczorami dopinał budżet, załączniki i wskaźniki. Wniosek złożony w terminie, dopięty na ostatni guzik. A potem jedno zdanie w wynikach konkursu: ODRZUCONY. Czasem na etapie merytorycznym, czasem na zupełnie formalnym błędzie, którego nikt nie zauważył.

Znam tę frustrację z rozmów z dziesiątkami organizacji. Pierwsze pytanie, które wtedy pada, brzmi „jak napisać odwołanie od decyzji konkursowej”. I to jest dobre pytanie. Ale nie najważniejsze.

Nazywam się Martyna Mazela, jestem założycielką Instytutu Fundraisingu i od 23 lat zajmuję się strategicznym #fundraisingiem. W tym tekście pokażę Ci, co realnie zrobić z odrzuconym wnioskiem – i dlaczego prawdziwym rozwiązaniem nie jest lepsze odwołanie, tylko finansowanie, na które żadna komisja już nie ma wpływu.

Jeśli chcesz odzyskać kontrolę nad finansami organizacji, mam dla Ciebie dobry pierwszy krok: zacznij od bezpłatnego mini kursu z fundraisingu >


Najpierw praktyka: co realnie zrobić z odrzuconym wnioskiem

Zanim przejdziemy do strategii, załatwmy to, po co być może tu trafiłaś. Odrzucenie wniosku nie zawsze jest ostateczne i warto sprawdzić kilka rzeczy po kolei.

Zacznij od uzasadnienia decyzji. Poproś o kartę oceny albo protokół, jeśli nie dostaliście go automatycznie. Przeczytaj dokładnie, czy powód był formalny (brak załącznika, błąd w budżecie, przekroczony termin), czy merytoryczny (ocena punktowa, uzasadnienie komisji). To dwie różne sytuacje.

Przy błędzie formalnym albo oczywistej pomyłce w ocenie sprawdź regulamin konkursu: czy przewiduje procedurę odwoławczą, protest albo prośbę o ponowną weryfikację, i w jakim terminie. Terminy bywają bardzo krótkie, liczone w dniach, więc działaj od razu. Jeśli podstawa jest realna, składasz odwołanie zgodnie z procedurą i czekasz.

A potem, niezależnie od wyniku odwołania, zrób jedną rzecz, którą robi mało kto: wyciągnij wnioski na przyszłość. Zapisz, co konkretnie obniżyło ocenę i popraw to w kolejnym wniosku. To jest cała „praktyczna” odpowiedź na pytanie o odwołanie. Problem w tym, że nawet zrobiona idealnie, nie chroni Cię przed tym samym scenariuszem za rok.


Dlaczego samo odwołanie leczy objaw, nie przyczynę

Zacznij od pełnego obrazu. Wypisz wszystkie płatności na najbliższe dwa, trzy tygodnie i wszystkie wpływy, których jesteś pewna. Zobacz dokładnie, jaka jest luka i na kiedy. Panika bierze się z niejasności, a konkretna tabelka ją zmniejsza.

Potem zadzwoń do granatowoocy. Zapytaj wprost o status transzy i o możliwość przyspieszenia wypłaty albo zaliczki. Instytucje częściej niż myślisz mają na to procedury, tylko trzeba o to poprosić. Sprawdź też, czy w umowie jest zapis o zaliczkowaniu.

Jeśli masz jakiekolwiek środki nieznaczone, czyli takie, których wydatku nie narzuca konkretny projekt, to jest moment, w którym ratują sytuację. Priorytetyzuj płatności: wynagrodzenia i zobowiązania publicznoprawne najpierw, resztę renegocjuj i rozłóż w czasie. Pożyczkę pomostową traktuj jako ostateczność, bo to koszt i kolejne zobowiązanie, ale czasem jest mniejszym złem niż utrata ludzi.

To gasi bieżący pożar. Problem w tym, że nie gwarantuje, że za pół roku nie usiądziesz do tej samej tabelki.

Dlaczego przy dotacjach zatory płatnicze to norma

Wyobraź sobie, że odwołanie się udało. Dostajecie dotację, budżet się domyka, wszyscy odetchnęli. Świetnie. Tyle że za rok siadacie do kolejnego wniosku i znów gra toczy się o wszystko, a decyzję podejmuje ktoś, na kogo nie masz żadnego wpływu.

To jest sedno problemu. Kiedy finansowanie organizacji zależy głównie od grantów, każda decyzja komisji jest jak rzut monetą, od którego zależy, czy w przyszłym roku będzie z czego płacić pensje. Możesz pisać coraz lepsze wnioski, i tak powinnaś, ale nadal grasz w grę, której reguł nie ustalasz i której wyniku nie kontrolujesz.

Odwołanie leczy jeden odrzucony wniosek. Nie leczy tego, że cała organizacja stoi na jednym, niepewnym filarze.


Uzależnienie od dotacji to hazard, nie strategia

Powiem wprost, bo tak to widzę po latach pracy z organizacjami: życie od grantu do grantu to najbardziej ryzykowny model finansowania, jaki NGO może wybrać. Nie dlatego, że dotacje są złe. Są potrzebne i bywają ogromnym wsparciem. Problem zaczyna się wtedy, gdy stanowią 80 czy 90% budżetu i nie masz nic pod spodem.

Wtedy jedna niekorzystna decyzja, jedna zmiana priorytetów u grantodawcy, jeden przegrany konkurs oznacza cięcie etatów albo zawieszenie działań. Ludzie, których szkoliłaś przez lata, odchodzą w okresie między jednym dofinansowaniem a drugim, bo nie masz z czego zapłacić im na czas. To nie jest zła wola po niczyjej stronie. To wbudowane ryzyko modelu opartego na cudzych decyzjach.

Dowiedz się, jak uniezależnić swoją organizację od kaprysów grantodawców: zapisz się na bezpłatny kurs fundraisingu >


Model, na który żaden kaprys komisji nie wpłynie

Jest alternatywa, która nie zależy od żadnej komisji. To finansowanie oparte na darczyńcach indywidualnych, którzy wpłacają regularnie, co miesiąc, bo uwierzyli w Waszą misję. Kilkuset takich darczyńców po 30, 50 czy 100 zł miesięcznie daje przychód, którego nie może Wam zabrać żaden urzędnik.

To jest właśnie budowanie modelu biznesowego organizacji zamiast liczenia na łut szczęścia. Baza regularnych darczyńców to Twój najcenniejszy majątek trwały. Ma dwie cechy, których nie ma żadna dotacja: jest przewidywalna i jest Twoja. Nikt nie odrzuci Ci jej wniosku, bo to nie jest wniosek, a relacja, którą kontrolujesz.

Nie znaczy to, że przestajesz aplikować o granty. Znaczy, że granty przestają Cię trzymać za gardło. Kiedy masz stabilny strumień z darowizn regularnych, dotacja staje się dodatkiem, który przyspiesza rozwój, a nie tlenem, bez którego organizacja się dusi. Co więcej, środki z regularnych wpłat są w stu procentach nieznaczone, więc świetnie sprawdzają się jako wkład własny do kolejnych projektów.


Z mojej praktyki: od 90
% dotacji do niezależności

Najlepiej pokażą to dwie organizacje, dla których robiłam strategię fundraisingową.

Fundacja Rodzin Polskich imienia świętego Jana Pawła II zgłosiła się do mnie, gdy dotacje stanowiły 80 do 90 procent ich budżetu. Zaczęliśmy od konkretnego celu: zebrać 379 500 zł na wykup nieruchomości, mając na to tylko trzy miesiące. Udało się. Po pierwszym roku współpracy ich przychody z fundraisingu wzrosły o prawie 1000 procent i zebrali swój pierwszy MILION złotych. Jak sami napisali w referencjach, w kolejnym roku nie udało im się zdobyć żadnego grantu, a mimo to organizacja przetrwała, bo jej działania były już finansowane głównie z darowizn. To jest różnica, którą robi własna baza darczyńców.

Druga historia to Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza i jej prezes, doktor Paweł Grabowski. Stała przed budową stacjonarnego hospicjum i potrzebą finansowania wynagrodzeń, a celem było właśnie uniezależnienie od dotacji państwowych. Zamówił u mnie audyt, strategię fundraisingową i roczne wsparcie przy jej wdrożeniu oraz budowie działu fundraisingu. W ciągu dwóch lat przychody z fundraisingu wzrosły o 400 procent, do 4 MILIONÓW złotych rocznie, a działania są dziś zaplanowane rok do przodu. To już nie jest loteria. To przewidywalny system.


Co możesz zrobić już teraz u siebie

Nie musisz zaczynać od rewolucji. Zacznij od decyzji, że przestajesz opierać przyszłość organizacji wyłącznie na cudzych decyzjach.

Policz, jaki procent Waszego budżetu pochodzi dziś z grantów i dotacji. Jeśli to znacząca większość, masz przed sobą najważniejsze zadanie fundraisingowe na najbliższy rok: zbudować drugi filar, czyli bazę darczyńców regularnych. Zbierz w jedno miejsce wszystkie kontakty, które już macie, i zaplanuj, jak zaprosić te osoby do regularnego wspierania. Każda kolejna comiesięczna wpłata to kawałek niezależności, którego nie odbierze Wam żadna komisja.

Cały plan tego przejścia rozpisałam krok po kroku, więc nie musisz go wymyślać od zera: pobierz bezpłatny minikurs i zbuduj bazę darczyńców, która płaci co miesiąc >


Odzyskaj kontrolę nad finansami swojej organizacji

Odrzucony wniosek boli, ale może być też najlepszą rzeczą, jaka się Wam przydarzyła, jeśli stanie się początkiem zmiany. Bo prawdziwe bezpieczeństwo nie leży w kolejnym, lepiej napisanym wniosku. Leży w tym, żeby Wasze finansowanie w ogóle nie zależało od tego, jak zagłosuje komisja.

Jeśli chcesz zacząć budować takie niezależne finansowanie, zapisz się na mój bezpłatny mini kurs z fundraisingu: „Jak pozyskiwać stabilne darowizny bez kolejnego grantu?“. To gotowy plan regularnych darowizn w NGO – 5 lekcji wideo i 5 ebooków PDF.

Zapisz się tutaj: https://www.subscribepage.com/minikurs_fundraisingu_2026

Bo grant możesz dostać albo nie. Bazę darczyńców budujesz raz i zostaje z Tobą na lata.


Najczęstsze pytania

Czy warto składać odwołanie od decyzji konkursowej? Tak, jeśli powód odrzucenia był formalny albo widzisz realny błąd w ocenie, a regulamin konkursu przewiduje procedurę odwoławczą. Sprawdź uzasadnienie decyzji i terminy, bo bywają bardzo krótkie. Pamiętaj jednak, że nawet wygrane odwołanie rozwiązuje jeden wniosek, a nie zależność całej organizacji od kolejnych konkursów.

Co zrobić, gdy fundacja w ogóle nie dostała dotacji na dany rok? Najpierw zabezpiecz bieżącą płynność i przejrzyj wszystkie źródła, które masz pod ręką. Równolegle potraktuj to jako sygnał, że organizacja potrzebuje drugiego filaru finansowania, niezależnego od grantów. Tym filarem jest baza darczyńców indywidualnych wpłacających regularnie – to jedyne źródło, którego nie odbierze Wam żadna komisja.

Czy da się utrzymać organizację bez dotacji? Da się znacząco zmniejszyć zależność od nich, a część organizacji finansuje się dziś głównie z darowizn. Klucz to zbudowanie stabilnej bazy regularnych darczyńców, która daje przewidywalny przychód. Dotacje wtedy nadal bierzesz, ale jako przyspieszenie rozwoju, a nie warunek przetrwania.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Franchisingu, z 23-letnim doświadczeniem w franchisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z franchisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Co robic gdy plynność finansowa fundacji wisi na włosku?

Co zrobić, gdy płynność fundacji wisi na włosku

Jest środa. Wypłaty dla zespołu trzeba przelać w piątek, faktury czekają, a transza z grantu, na którą liczyliście, znów się opóźnia. Konto pokazuje kwotę, która nie wystarczy. Znasz to uczucie ściśniętego żołądka, kiedy patrzysz na te liczby i liczysz dni.

Rozmawiałam z wieloma prezeskami i prezesami NGO dokładnie w takim momencie. I powiem Ci dwie rzeczy. Pierwsza: da się przez to przejść, zaraz pokażę jak. Druga, ważniejsza: jeśli ten scenariusz powtarza się co roku, to nie jest problem tej jednej transzy. To problem modelu finansowania.

Nazywam się Martyna Mazela, jestem założycielką Instytutu Franchisingu i od 23 lat zajmuję się strategicznym #fundraisingiem. Pokażę Ci, jak ugasić bieżący pożar i jak zbudować bufor, dzięki któremu następny kryzys płynności już Cię nie zaskoczy.

Jeśli chcesz przestać żyć od transzy do transzy, mam dla Ciebie dobry pierwszy krok: zacznij od bezpłatnego mini kursu z franchisingu >


Najpierw ratunek: co zrobić, gdy pensje trzeba wypłacić w piątek

Wyobraź sobie, że kampania się udała. Zebraliście pieniądze, telefony się urywały, zarząd jest zadowolony, zespół odetchnął. Grudzień zamykacie na plusie.

A potem przychodzi styczeń. Licznik wraca do zera. Zebrani darczyńcy wpłacili raz i zniknęli, bo nikt nie zaplanował, co się z nimi dzieje dalej. Zostaje Wam wspomnienie sukcesu i ta sama pusta tabelka, od której zaczynaliście rok wcześniej.

To nie jest wina Twojego zespołu ani Twojej misji. To jest wbudowana wada modelu, w którym całe finansowanie opiera się na pojedynczych zrywach. Jednorazowa zbiórka nie buduje niczego trwałego. Ona tylko przesuwa problem o kilka miesięcy do przodu.


Zbiórka kryzysowa to leczenie objawowe

Zanim przejdziemy do strategii, załatwmy to, co pilne. Kiedy brakuje pieniędzy na bieżące zobowiązania, działaj po kolei.

Zacznij od pełnego obrazu. Wypisz wszystkie płatności na najbliższe dwa, trzy tygodnie i wszystkie wpływy, których jesteś pewna. Zobacz dokładnie, jaka jest luka i na kiedy. Panika bierze się z niejasności, a konkretna tabelka ją zmniejsza.

Potem zadzwoń do granatowoocy. Zapytaj wprost o status transzy i o możliwość przyspieszenia wypłaty albo zaliczki. Instytucje częściej niż myślisz mają na to procedury, tylko trzeba o to poprosić. Sprawdź też, czy w umowie jest zapis o zaliczkowaniu.

Jeśli masz jakiekolwiek środki nieznaczone, czyli takie, których wydatku nie narzuca konkretny projekt, to jest moment, w którym ratują sytuację. Priorytetyzuj płatności: wynagrodzenia i zobowiązania publicznoprawne najpierw, resztę renegocjuj i rozłóż w czasie. Pożyczkę pomostową traktuj jako ostateczność, bo to koszt i kolejne zobowiązanie, ale czasem jest mniejszym złem niż utrata ludzi.

To gasi bieżący pożar. Problem w tym, że nie gwarantuje, że za pół roku nie usiądziesz do tej samej tabelki.

Dlaczego przy dotacjach zatory płatnicze to norma

Finansowanie grantowe ma wbudowaną wadę, o której mało kto mówi wprost: pieniądze przychodzą w cudzym rytmie, nie w Twoim. Transze bywają opóźnione, rozliczane z kwartalnym poślizgiem, wypłacane po zatwierdzeniu sprawozdań. A wynagrodzenia, czynsz i księgowość trzeba płacić co miesiąc, regularnie, bez wyjątków.

Ta różnica rytmów to właśnie zator. Im większa część Waszego budżetu pochodzi z dotacji, tym częściej będziecie w niego wpadać. To nie jest kwestia złego zarządzania, a naturalny skutek oparcia płynności na środkach, którymi steruje ktoś inny.


Jedyny bufor, który naprawdę działa: środki nieznaczone

Jest tylko jeden rodzaj pieniędzy, który realnie chroni płynność organizacji: środki nieznaczone, którymi możesz swobodnie dysponować tu i teraz. A najlepszym, najbardziej stabilnym ich źródłem są regularne, comiesięczne darowizny od darczyńców indywidualnych.

Policzmy to prosto. Baza 500 darczyńców wpłacających po 50 zł miesięcznie to 25 000 zł wpływu każdego miesiąca, w Twoim rytmie, niezależnie od żadnej komisji i żadnej transzy. Te pieniądze są w 100% nieznaczone, więc to one tworzą poduszkę bezpieczeństwa, z której pokryjesz pensje, gdy grant się spóźni. Ta sama baza świetnie sprawdza się później jako gotowy wkład własny do kolejnych projektów.

To jest różnica między gaszeniem pożarów a spokojnym zarządzaniem organizacją. Dowiedz się, jak zbudować taką bazę stałych darczyńców — bezpłatny kurs >


Baza darczyńców to Twoja poduszka płynnościowa

Warto zmienić sposób, w jaki myślisz o bazie darczyńców. To nie jest lista mailingowa do wysyłania próśb. To najcenniejszy majątek trwały organizacji i realne zabezpieczenie finansowe.

Grant możesz dostać albo nie. Transza może przyjść na czas albo z poślizgiem. A regularne wpłaty od ludzi, którzy uwierzyli w Waszą misję, przychodzą przewidywalnie, miesiąc po miesiącu. Im większa i lepiej zaopiekowana baza, tym grubsza poduszka i tym spokojniej śpisz w czerwcu, kiedy transza znów się spóźnia.


Z mojej praktyki: gdy fundraising płaci pensje

Najlepiej pokażą to dwie organizacje, dla których robiłam strategię fundraisingową.

Fundacja Rodzin Polskich imienia świętego Jana Pawła II zgłosiła się do mnie, gdy dotacje stanowiły 80 do 90 procent ich budżetu. Po pierwszym roku wspólnej pracy ich przychody z franchisingu wzrosły o prawie 1000 procent, a fundacja zebrała swój pierwszy milion złotych. Najważniejsze wydarzyło się jednak później: w kolejnym roku, jak napisali w referencjach, nie udało im się zdobyć żadnego grantu, a mimo to organizacja przetrwała, bo jej działania były już finansowane głównie z darowizn. Własna baza darczyńców okazała się dokładnie tą poduszką, która ratuje płynność.

Druga historia to Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza i jej prezes, doktor Paweł Grabowski. Potrzebowali finansowania nie tylko na inwestycję, ale i na wynagrodzenia, z celem uniezależnienia się od dotacji państwowych. W ciągu dwóch lat współpracy przychody z franchisingu wzrosły o 400 procent, do 4 milionów złotych rocznie, a działania fundraisingowe są dziś zaplanowane rok do przodu. Kiedy wiesz, ile realnie wpłynie w kolejnych miesiącach, płynność przestaje być loterią.


Co możesz zrobić już teraz u siebie

Ugaś bieżący pożar według kroków z początku tego tekstu. A potem, gdy tylko złapiesz oddech, zabierz się za jedyną rzecz, która sprawi, że następny raz nie będzie już tak groźny.

Policz, jaki procent Waszego budżetu pochodzi ze źródeł, którymi steruje ktoś inny. Jeśli to większość, Twoim najważniejszym zadaniem na najbliższy rok jest zbudowanie bazy darczyńców regularnych, czyli własnej poduszki płynnościowej. Zbierz w jedno miejsce wszystkie kontakty, które macie, i zaplanuj, jak zaprosić te osoby do comiesięcznego wspierania. Każda kolejna stała wpłata to kilka złotych mniej stresu w przyszłym czerwcu.

Cały ten plan rozpisałam krok po kroku, żebyś nie musiała wymyślać go od zera: pobierz bezpłatny minikurs i zbuduj swoją poduszkę płynnościową >

A jeśli chcesz przejść przez cały proces budowy systemu regularnych darowizn od początku do wdrożenia, prowadzę przez niego krok po kroku w moim kursie System Regularnych Darowizn w NGO. To program dla organizacji, które chcą raz a porządnie zbudować stabilne, comiesięczne finansowanie.

Bo transza może się spóźnić. Baza regularnych darczyńców jest na miejscu każdego pierwszego dnia miesiąca.


Najczęstsze pytania

Skąd wziąć pieniądze na pensje, gdy grant się opóźnia? Najpierw zrób pełny obraz płynności na najbliższe tygodnie i skontaktuj się z grantodawcą w sprawie przyspieszenia transzy lub zaliczki. Wykorzystaj środki nieznaczone, priorytetyzuj wynagrodzenia i zobowiązania publicznoprawne, a pożyczkę pomostową potraktuj jako ostateczność. Długofalowo jedynym realnym zabezpieczeniem jest bufor ze środków nieznaczonych, czyli z regularnych darowizn.

Czym są środki nieznaczone i dlaczego są tak ważne? To pieniądze, których wydatku nie narzuca konkretny projekt czy grant, więc możesz nimi swobodnie pokryć bieżące koszty, w tym wynagrodzenia. Dotacje są zwykle znaczone i rozliczane co do złotówki, dlatego nie chronią płynności. Regularne darowizny od darczyńców indywidualnych to najstabilniejsze źródło środków nieznaczonych.

Jak duża baza darczyńców daje realne bezpieczeństwo finansowe? To zależy od Waszych kosztów stałych, ale zasada jest prosta: im większy i regularniejszy strumień comiesięcznych wpłat, tym większa poduszka. Nawet kilkuset stałych darczyńców potrafi pokryć istotną część miesięcznych zobowiązań i zdjąć z Was zależność od terminowości transz.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Franchisingu, z 23-letnim doświadczeniem w franchisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z franchisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Jak zrobić głośną zbiórkę dla fundacji i zebrać 50 000 zł? I dlaczego to wciąż za mało

Marzysz o jednej głośnej zbiórce, która wystrzeli w social mediach, obiegnie internet i zbierze te upragnione 50 000 zł? Rozumiem tę pokusę. Sama przez lata realizowałam kampanie fundraisingowe i wiem, jak kusząca jest myśl, że jedna dobrze zaplanowana akcja „na ratunek” załatwi budżet na cały rok.

Powiem Ci coś, czego nie usłyszysz na większości szkoleń. Tak, taką zbiórkę da się zrobić. Możesz zebrać 50 000 zł, a nawet więcej. Ale jeśli budujesz na tym plan finansowy swojej organizacji, to za rok będziesz w dokładnie tym samym miejscu, w którym jesteś dziś. Z pustym kontem i pytaniem „jak zrobić kolejną głośną zbiórkę”.

Nazywam się Martyna Mazela, jestem założycielką Instytutu Fundraisingu i od 23 lat zajmuję się strategicznym fundraisingiem. W tym tekście pokażę Ci, dlaczego jednorazowa zbiórka to najdroższy i najbardziej wyczerpujący sposób finansowania organizacji – i co robić zamiast tego.

Jeśli już teraz chcesz zacząć budować u siebie stabilne finansowanie, przygotowałam do tego bezpłatne materiały: Dowiedz się, jak zacząć — bezpłatny mini kurs z fundraisingu >




Tak, zbierzesz te 50 000 zł. Problem zaczyna się w styczniu

Wyobraź sobie, że kampania się udała. Zebraliście pieniądze, telefony się urywały, zarząd jest zadowolony, zespół odetchnął. Grudzień zamykacie na plusie.

A potem przychodzi styczeń. Licznik wraca do zera. Zebrani darczyńcy wpłacili raz i zniknęli, bo nikt nie zaplanował, co się z nimi dzieje dalej. Zostaje Wam wspomnienie sukcesu i ta sama pusta tabelka, od której zaczynaliście rok wcześniej.

To nie jest wina Twojego zespołu ani Twojej misji. To jest wbudowana wada modelu, w którym całe finansowanie opiera się na pojedynczych zrywach. Jednorazowa zbiórka nie buduje niczego trwałego. Ona tylko przesuwa problem o kilka miesięcy do przodu.


Zbiórka kryzysowa to leczenie objawowe

Kiedy organizacja żyje od jednej głośnej akcji do drugiej, działa jak ktoś, kto bierze środek przeciwbólowy zamiast leczyć przyczynę. Ból na chwilę mija, ale choroba zostaje.

Ta sama logika dotyczy uzależnienia od dotacji i grantów. Grant się kończy albo komisja podejmuje inną decyzję, i nagle nie ma z czego płacić pensji. Jednorazowa zbiórka „na ratunek” jest tego samego rodzaju rozwiązaniem: gasi konkretny pożar, ale nie zmienia tego, że co kilka miesięcy wybucha następny.

Prawdziwym problemem nie jest to, że nie umiecie zrobić głośnej zbiórki. Problemem jest brak systemu, który sprawia, że pieniądze wpływają przewidywalnie, miesiąc po miesiącu, niezależnie od tego, czy akurat trwa spektakularna akcja, czy nie. Bez tego systemu każda kolejna zbiórka to znów gaszenie pożaru, tyle że jesteście już bardziej zmęczeni niż poprzednio.



Nudna prawda: fundraising to system, nie akcjaCzego naprawdę szuka darczyńca 2026 roku

Powiem Ci rzecz, która nie brzmi efektownie, ale jest prawdziwa. Skuteczny fundraising jest nudny. To nie fajerwerki, tylko systemowa, powtarzalna praca nad budowaniem relacji z darczyńcami i zamienianiem ich we wpłacających regularnie.

Stabilność organizacji nie bierze się z jednej wpłaty na 50 000 zł. Bierze się z bazy ludzi, którzy wpłacają po 30, 50 czy 100 zł miesięcznie, bo uwierzyli w Waszą sprawę i chcą przy niej zostać na dłużej. To są tak zwane subskrypcje dobroczynne, czyli regularne, comiesięczne darowizny. I to one, a nie pojedyncze zrywy, dają przychód, na którym da się zaplanować rok, zatrudnienie i rozwój.

Twoja baza darczyńców to najcenniejszy majątek trwały organizacji. Ważniejszy niż logo, niż strona, niż nawet pojedyncza wygrana kampania. Jeśli po głośnej zbiórce nie zostaje Ci uporządkowana baza ludzi, z którymi budujesz relację przez cały rok, to znaczy, że zapłaciłaś za rozgłos, a nie za stabilność.

Jeśli chcesz zbudować taki system stałych wpłat u siebie, zacznij od moich bezpłatnych materiałów: Zapisz się na bezpłatny kurs fundraisingu >



Z mojej praktyki: pierwsza kampania nie zarabia. Ona buduje bazę

Kiedy w 2003 roku zaczynałam pracę w SOS Wioskach Dziecięcych, od razu zajęłam się budowaniem bazy darczyńców. Nasza pierwsza kampania świąteczna, miała zwrot z inwestycji bliski zera przy wydatku około 250 tysięcy złotych.

Ludzie mi nie wierzą, kiedy o tym mówię. Ale w fundraisingu w pierwszym roku nie chodzi o zysk, a o zbudowanie bazy darczyńców, którzy zostaną z Wami na lata. Zwrot przychodzi w rok, dwa, trzy. Duże, doświadczone organizacje z góry wiedzą, że to inwestycja rozłożona w czasie, i planują ją nawet na trzy lata do przodu.

Dlatego jednorazowa zbiórka rozliczana wyłącznie na zasadzie „ile zebraliśmy w tym miesiącu” jest myląca. Kampania, która zebrała mniej, ale zostawiła Ci tysiąc nowych, dobrze opisanych kontaktów, jest warta więcej niż ta, która zebrała szybką gotówkę i zniknęła bez śladu.




Co się zmienia, gdy przechodzisz od zbiórki do systemu

Najlepiej pokaże to moja klientka, z którą współpracuję od kilku lat: Anna Specjał z Fundacji im. Ks. Jana Kaczkowskiego. Przeszła mój program Fundraising Booster, w którym przez cztery miesiące spotykaliśmy się regularnie co tydzień i układaliśmy ich fundraising na danych: od planowania i prognozowania wyników, przez dobór wskaźników, po analizę kampanii i wyciąganie wniosków na przyszłość.

Najważniejsze wydarzyło się w sposobie myślenia. Jak sama napisała: „Dziś nie patrzymy na fundraising wyłącznie przez pryzmat zebranej kwoty, ale także liczby nowych darczyńców, budowania bazy i dalszej komunikacji„. Podczas kampanii świątecznej realizowanej w ramach Fundraising Booster 2025 fundacja pozyskała 4871 nowych darczyńców, a osiągnięte wskaźniki były trzykrotnie wyższe od wcześniejszych założeń.

Zwróć uwagę, co jest tu prawdziwym zwycięstwem. Nie pojedyncza głośna akcja, tylko 4871 nowych osób w bazie i zupełnie inny sposób patrzenia na wyniki. To właśnie różnica między zbiórką a systemem: zbiórka daje Ci kwotę na dziś, system daje Ci darczyńców, z którymi pracujesz przez kolejne lata.


Co możesz zrobić już teraz u siebie

Zanim zaplanujesz kolejną wielką akcję, zadaj sobie jedno pytanie: co się stanie z darczyńcami, którzy wpłacą? Jeśli odpowiedź brzmi „nic, zniknął nam kontakt”, to masz pierwszy element do naprawy.

Zamiast rozliczać kampanię tylko z zebranej kwoty, zacznij liczyć, ilu nowych darczyńców zdobyliście i ilu z nich uda się zamienić na wpłacających regularnie. Zaplanuj, co dzieje się po pierwszej wpłacie: jak dziękujecie, jak przypominacie o sobie, jak proponujecie przejście na comiesięczne wsparcie. To właśnie ta „nudna” część decyduje o tym, czy za rok zaczynasz od zera, czy od stabilnej bazy. Cały ten plan przejścia od zbiórek do regularnych darowizn rozpisałam krok po kroku w bezpłatnym minikursie – pobierz go i zacznij budować bazę regularnych darczyńców >.

Fundraising, w którym każdy komunikat ma jasne „po co”, a każda decyzja jest oparta na wskaźnikach, a nie na intuicji, to jest moja Strategia Fundraisingowa 4K®. I od tego zaczyna się przejście od gaszenia pożarów do spokojnego, przewidywalnego finansowania.



Chcesz przestać gasić pożary? Zacznij od bezpłatnego minikursu

Jeśli masz dość zrywów i chcesz zbudować u siebie maszynę do regularnych wpłat, mam dla Ciebie dobry pierwszy krok. Przygotowałam bezpłatny mini kurs z fundraisingu: „Jak pozyskiwać stabilne darowizny bez kolejnego grantu?”. To gotowy plan regularnych darowizn w NGO – 5 lekcji wideo i 5 ebooków PDF, które przeprowadzą Cię przez to krok po kroku.

Zapisz się tutaj: https://www.subscribepage.com/minikurs_fundraisingu_2026

Pokażę Ci w nim, jak zamienić jednorazowych darczyńców w stałą społeczność, która finansuje Waszą misję przez cały rok, a nie tylko w grudniu. Bo jedna głośna zbiórka daje Ci nagłówek na tydzień. System regularnych darowizn daje Ci spokój na lata.


Najczęstsze pytania

Czy jednorazowe zbiórki w ogóle mają sens? Mają, ale jako element większej całości, nie jako cały model finansowania. Dobra akcja potrafi przyciągnąć nowych darczyńców i nagłośnić sprawę. Kluczowe jest to, co robisz z tymi darczyńcami po zbiórce: jeśli budujesz z nimi relację i proponujesz regularne wsparcie, zbiórka staje się początkiem systemu. Jeśli nie, jest tylko kosztownym jednorazowym zrywem.

Ile realnie trwa zbudowanie stabilnego finansowania z darczyńców regularnych? To praca na lata, nie na tygodnie. Pierwsza kampania często ledwo się zwraca, bo służy zbudowaniu bazy. Zwrot i stabilność przychodzą w kolejnych latach, kiedy baza rośnie, a część darczyńców wpłaca co miesiąc. Dlatego tak ważne jest, żeby patrzeć na fundraising jak na inwestycję rozłożoną w czasie, a nie jak na pojedynczą akcję „zebrać i zamknąć”.

Od czego zacząć, jeśli mamy dziś tylko jednorazowe zbiórki? Od dwóch rzeczy: uporządkowania bazy darczyńców i mierzenia wyników. Zbierz kontakty w jedno miejsce, zacznij świadomie dziękować i przypominać o sobie, a każdą kampanię rozliczaj nie tylko z kwoty, ale też z liczby nowych i regularnych darczyńców. To fundament, na którym da się później budować system


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Dlaczego ludzie coraz mniej wpłacają na zbiórki? I co z tym zrobić

Kiedyś apel o pomoc działał niemal sam. Wystarczyła poruszająca historia, zdjęcie, prośba o wsparcie i ludzie wpłacali. Dziś publikujesz podobny post, a odzew jest coraz słabszy. Wpłaty spadają, choć starasz się bardziej niż kiedykolwiek. Zastanawiasz się, czy to Twoja wina, czy coś się zmieniło.

Odpowiem od razu: to nie Twoja wina. Zmienił się rynek, zmienił się darczyńca i zmieniło się to, co skłania ludzi do wpłaty. Dobra wiadomość jest taka, że da się do tego dostosować, tylko trzeba zmienić model, a nie próbować mocniej tego samego.

Nazywam się Martyna Mazela, jestem założycielką Instytutu Fundraisingu i od 23 lat zajmuję się strategicznym fundraisingiem. W tym tekście wyjaśnię, dlaczego jednorazowe darowizny tracą na sile i jak przestawić organizację na model, który rośnie, a nie kurczy się z roku na rok.

Jeśli chcesz zatrzymać spadki i zbudować przewidywalny przychód, zacznij od dobrego pierwszego kroku: pobierz bezpłatny mini kurs z fundraisingu >



Tak, jednorazowe wpłaty spadają. Oto dlaczego
.

Kilka rzeczy dzieje się naraz i nakłada się na siebie.

Po pierwsze, zmęczenie darczyńców. Ludzie są dziś zasypywani apelami z każdej strony, z każdej organizacji, przy każdej tragedii. Uwaga i współczucie to zasoby, które się wyczerpują, a kolejny wzruszający post po prostu ginie w tłumie podobnych.

Po drugie, drożyzna. Domowe budżety są napięte, więc spontaniczna wpłata pod wpływem emocji jest jedną z pierwszych rzeczy, z których ludzie rezygnują, gdy liczą każdą złotówkę.

Po trzecie, i to jest sedno: tradycyjny apel „pomóż w potrzebie” opiera się na jednorazowym impulsie. A impuls z natury jest słaby i ulotny. Zbudowanie całego finansowania na czymś tak nietrwałym musiało w końcu zacząć zawodzić.

Dlaczego apel „pomóż w potrzebie” się wypala

Klasyczna zbiórka mówi darczyńcy: wydarzyło się coś złego, ratuj. To działa raz, może dwa. Ale kiedy powtarzasz ten komunikat co miesiąc, dzieje się coś, czego nikt nie planował. Darczyńca zaczyna kojarzyć Twoją organizację wyłącznie z ciągłym kryzysem i nieustanną prośbą.

Poczucie winy i presja są słabym paliwem. Działają krótko, a na dłuższą metę męczą i odpychają. Dlatego organizacje, które opierają się tylko na dramatycznych apelach, z każdym rokiem muszą krzyczeć głośniej, żeby uzyskać coraz mniejszy efekt. To równia pochyła.

Sprawdź, jak mówić do darczyńców tak, żeby chcieli zostać na dłużej: dowiedz się, jak zacząć — od bezpłatnych materiałów >



Czego naprawdę szuka darczyńca 2026 roku

Współczesny darczyńca nie chce jednorazowo ratować świata pod wpływem chwili. Chce być częścią czegoś, co ma sens i trwa. Chce partnerstwa, poczucia sprawczości i dumy z tego, że regularnie współtworzy realną zmianę.

To zupełnie inna relacja niż jednorazowa wpłata z odruchu. Darczyńca, który wpłaca co miesiąc, nie reaguje na kryzys, tylko świadomie utrzymuje coś, w co wierzy. Twoja komunikacja fundraisingowa powinna dawać mu autonomię i poczucie wpływu, a nie wyłącznie budzić poczucie winy. To jest twarda wiedza fundraisingowa, nie kwestia talentu do wzruszania.



Rozwiązanie: zamień jednorazowych darczyńców w stałą społeczność

Skoro jednorazowy impuls słabnie, przestań na nim budować. Zamiast gonić za kolejnymi jednorazowymi wpłatami, skup się na zamianie dotychczasowych darczyńców w społeczność, która wpłaca regularnie, co miesiąc.

To odwraca całą logikę. Nie zaczynasz każdego miesiąca od zera, walcząc o nowy impuls. Masz bazę ludzi, którzy zdecydowali już raz, że chcą Was wspierać stale. Ich wpłaty są przewidywalne, a suma rośnie z każdym nowym stałym darczyńcą zamiast topnieć wraz z gasnącym zainteresowaniem. To właśnie subskrypcje dobroczynne, czyli regularne darowizny, są dziś najzdrowszym fundamentem finansowania NGO.



Z mojej praktyki: kiedy zmienia się podejście, wyniki rosną

Że to działa, pokażę na dwóch przykładach z mojej pracy.

Anna Specjał z Fundacji imienia księdza Jana Kaczkowskiego przeszła mój program Fundraising Booster, w którym przez cztery miesiące pracowaliśmy na danych i wskaźnikach. Jak sama napisała, dziś nie patrzą na fundraising wyłącznie przez pryzmat zebranej kwoty, ale także liczby nowych darczyńców, budowania bazy i dalszej komunikacji. Podczas kampanii świątecznej w ramach programu fundacja pozyskała 4871 nowych darczyńców, a osiągnięte wskaźniki były trzykrotnie wyższe od wcześniejszych założeń. To nie przypadek, tylko efekt przejścia od pojedynczego apelu do budowania społeczności.

Drugi przykład to Stowarzyszenie mali bracia Ubogich, z którym współpracuję. Już pierwsza kampania fundraisingowa, którą dla nich przygotowałam, przyniosła ponad ośmiokrotny wzrost przychodów rok do roku. Ten sam typ darczyńcy, ta sama sprawa, a wynik nieporównywalny, bo zmieniło się podejście i komunikacja. Spadające wpłaty nie są więc wyrokiem. Są sygnałem, że czas zmienić model.


Co możesz zrobić już teraz u siebie

Nie musisz z dnia na dzień porzucać wszystkiego, co robisz. Zacznij od jednej zmiany w myśleniu: przestań rozliczać kampanie wyłącznie z zebranej kwoty.

Zacznij liczyć, ilu nowych darczyńców zdobywasz i ilu z nich udaje się zaprosić do regularnego wspierania. Przy każdej najbliższej wpłacie zaplanuj, co dzieje się dalej: jak dziękujesz, jak przypominasz o sobie i jak proponujesz przejście na comiesięczne wsparcie. To ta praca, niewidoczna w pojedynczym poście, decyduje o tym, czy za rok będziesz zbierać więcej, czy znów mniej.

Cały plan przejścia od jednorazowych zbiórek do stałej społeczności rozpisałam krok po kroku: zapisz się na bezpłatny kurs i zbuduj bazę regularnych darczyńców >

A jeśli chcesz wdrożyć taki system kompleksowo, od strategii po gotowe kampanie, przeprowadzam przez to w kursie System Regularnych Darowizn w NGO. To program dla organizacji, które chcą przestać zależeć od jednorazowego odruchu i zbudować przewidywalny, comiesięczny przychód.

Bo jednorazowa wpłata to chwila. Stały darczyńca to relacja, która finansuje Waszą misję przez lata.


Najczęstsze pytania

Dlaczego ludzie coraz mniej wpłacają na jednorazowe zbiórki? Składa się na to zmęczenie darczyńców zalewanych apelami, napięte domowe budżety i wyczerpanie modelu opartego na jednorazowym impulsie emocjonalnym. Klasyczny apel „pomóż w potrzebie” działa krótko i słabnie, gdy powtarzasz go bez końca. Dlatego coraz więcej organizacji przechodzi na regularne darowizny, które nie zależą od chwilowego odruchu.

Jak zamienić jednorazowych darczyńców w regularnych? Zacznij od świadomej pracy z bazą: dziękuj, utrzymuj kontakt i wprost proponuj przejście na comiesięczne wsparcie, pokazując konkretny efekt takiej regularnej pomocy. Kluczowa jest komunikacja, która daje darczyńcy poczucie partnerstwa i sprawczości, a nie tylko budzi poczucie winy. To proces, ale to on buduje przewidywalny przychód.

Czy warto jeszcze robić jednorazowe kampanie? Tak, ale jako sposób na pozyskanie nowych darczyńców, a nie jako całe finansowanie. Dobra kampania przyciąga ludzi, a prawdziwa wartość powstaje w tym, co dzieje się po niej, czyli w zamianie tych osób w stałych darczyńców. Traktuj kampanię jako początek relacji, nie jej koniec.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Jaki system emailingowy wybrać w NGO? Jakie narzędzie polecam do korespondencji z darczyńcami i sponsorami

Jeśli prowadzisz fundraising, a maile do darczyńców wysyłasz ze zwykłej skrzynki albo z darmowej poczty, tracisz pieniądze, nawet o tym nie wiedząc. Nie dlatego, że robisz coś źle. Po prostu do budowania relacji z darczyńcami i do regularnej komunikacji potrzebujesz narzędzia stworzonego właśnie do tego.

Od lat sama korzystam z MailerLite i to jego polecam organizacjom, które pytają mnie, na czym prowadzić emailing i korespondencję z darczyńcami. W tym tekście pokażę, dlaczego, jakie ma 5 najważniejszych funkcji i dlaczego darmowe konto w zupełności wystarczy Ci na start.

Nazywam się Martyna Mazela, jestem założycielką Instytutu Fundraisingu i od 23 lat zajmuję się strategicznym fundraisingiem. Email to jedno z moich ulubionych i najskuteczniejszych narzędzi w tej pracy, więc mówię o tym z praktyki, nie z teorii.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak e-mail składa się na cały system pozyskiwania darczyńców, zacznij tutaj: bezpłatny mini kurs z fundraisingu >


Dlaczego zwykła skrzynka nie wystarczy w fundraisingu

Wysyłka maili do darczyńców to nie to samo co napisanie wiadomości do znajomego. Kiedy piszesz do bazy kilkuset czy kilku tysięcy osób ze zwykłej poczty, dzieje się kilka złych rzeczy naraz. Wiadomości lądują w spamie, nie wiesz, kto je otworzył, nie masz jak podzielić odbiorców na grupy ani jak zgodnie z prawem zbierać zapisy na listę.

System do email marketingu, taki jak MailerLite, rozwiązuje to wszystko. Dba o dostarczalność, pozwala legalnie zbierać kontakty, mierzyć wyniki i automatyzować komunikację. Dzięki temu Twoja baza darczyńców zaczyna realnie pracować, zamiast leżeć w rozproszonych plikach i skrzynce prezesa.



Dlaczego akurat MailerLite

Narzędzi do emailingu jest wiele, ale MailerLite polecam z konkretnego powodu: jest prosty, przejrzysty i nie przytłacza, a jednocześnie ma wszystko, czego NGO potrzebuje. Osoba bez technicznego zaplecza ogarnia go w kilka godzin, a mimo to nie wyrasta się z niego po pierwszym roku.

Używam go sama od lat i widzę, jak dobrze sprawdza się u organizacji na różnym etapie rozwoju. Dla małej fundacji jest wystarczająco łatwy, dla większej wystarczająco pojemny. To rzadkie połączenie.


Pięć najważniejszych funkcji MailerLite dla fundraisingu

Z całego zestawu możliwości te pięć jest w pracy z darczyńcami najważniejszych.

Po 1, kreator maili metodą przeciągnij i upuść. Estetyczny, czytelny mail z apelem czy podziękowaniem złożysz sama, bez grafika i bez kodowania. To oszczędza czas i pieniądze, a dobra oprawa wizualna realnie podnosi skuteczność komunikatu.

Po 2, automatyzacje. Możesz ustawić sekwencje, które wysyłają się same we właściwym momencie: powitanie nowego darczyńcy, podziękowanie po wpłacie, przypomnienie czy zaproszenie do regularnego wsparcia. To działa w tle, buduje relację i odciąża zespół.

Po 3, formularze zapisu, pop-upy i landing page. To narzędzia do budowania bazy: zbierasz adresy osób zainteresowanych Waszą sprawą, na przykład w zamian za bezpłatny materiał, i zgodnie z prawem zapraszasz je do dalszej komunikacji. Bez tego baza nie rośnie.

Po 4, segmentacja i grupy odbiorców. Inną wiadomość wysyłasz do darczyńców regularnych, inną do tych, którzy wpłacili raz, a jeszcze inną do osób, które dopiero Was poznają. Trafność komunikatu przekłada się wprost na wyniki, bo mówisz do ludzi o tym, co dla nich ważne.

Po 5, testy A/B i statystyki. Widzisz, ile osób otworzyło maila i kliknęło w link, i możesz sprawdzić, który tytuł czy która wersja treści działa lepiej. To pozwala poprawiać komunikację na podstawie danych, a nie przeczucia, co jest fundamentem skutecznego fundraisingu.

Chcesz wykorzystać te funkcje do zamiany subskrybentów w stałych darczyńców? Zapisz się na bezpłatny kurs i zbuduj bazę regularnych darczyńców >


Ile to kosztuje i do ilu maili jest za darmo

Najlepsza wiadomość na start: MailerLite ma darmowy plan, na którym spokojnie zaczniesz, bez podawania karty. W darmowym koncie masz do 250 subskrybentów i do 2 500 maili miesięcznie, a wraz z nimi kreator, podstawowe automatyzacje, formularze zapisu i landing page. Warto wiedzieć, że w czerwcu 2026 limity darmowego planu zostały obniżone z wcześniejszych 500 subskrybentów i 12 000 maili, więc jeśli pamiętasz starsze wartości, to już nieaktualne.

Dla organizacji, która dopiero zaczyna budować bazę, taki darmowy pułap w zupełności wystarcza, żeby ruszyć, przetestować narzędzie i zebrać pierwszych kilkuset subskrybentów. Na płatny plan przechodzisz dopiero wtedy, gdy baza urośnie na tyle, że zacznie realnie zarabiać, więc opłata pojawia się w momencie, w którym już Cię na nią stać.


Dlaczego email jest niezbędny w fundraisingu

Na koniec najważniejsze. Email to jedno z najtańszych i najskuteczniejszych narzędzi fundraisingowych, jakie masz. W przeciwieństwie do zasięgów w mediach społecznościowych, których nie kontrolujesz, lista mailingowa jest Twoją własnością. Nikt nie zmieni algorytmu, który z dnia na dzień odetnie Cię od Twoich darczyńców.

To właśnie na liście mailowej budujesz relację, opowiadasz historie, dziękujesz i zapraszasz do regularnego wsparcia. Bez systemu, w którym tę bazę trzymasz i z nią pracujesz, cały wysiłek włożony w pozyskanie darczyńcy się rozmywa. Dlatego dobre narzędzie do emaili nie jest dodatkiem, tylko jednym z fundamentów całego systemu pozyskiwania darowizn.


Co możesz zrobić już teraz u siebie

Załóż darmowe konto w MailerLite i przenieś do niego wszystkie kontakty darczyńców, które macie rozproszone po plikach i skrzynkach. Postaw prosty formularz zapisu na stronie i zaproponuj odwiedzającym powód, żeby zostawili adres, na przykład bezpłatny materiał o Waszej działalności. To pierwszy krok do bazy, która pracuje.

Potem zaplanuj choćby jedną prostą automatyzację powitalną i regularny, wartościowy kontakt z listą. Nie chodzi o to, żeby wysyłać więcej próśb o pieniądze, tylko żeby budować relację, z której wpłaty wynikają naturalnie.

Cały plan pracy z bazą, od zapisu po zamianę subskrybenta w regularnego darczyńcę, rozpisałam krok po kroku: pobierz bezpłatny minikurs i uruchom swój system pozyskiwania darczyńców >

A jeśli chcesz wdrożyć cały system regularnych darowizn, w którym emailing jest jednym z filarów, przeprowadzam przez to krok po kroku w kursie System Regularnych Darowizn w NGO.

Bo narzędzie jest proste i tanie. To, co z nim zrobisz, decyduje o wszystkim.


Najczęstsze pytania

Czy MailerLite jest darmowy? Tak, ma darmowy plan bez podawania karty. Obejmuje on do 250 subskrybentów i do 2 500 maili miesięcznie, razem z kreatorem, podstawowymi automatyzacjami, formularzami zapisu i landing page. To wystarczy, żeby zacząć budować bazę darczyńców i przetestować narzędzie.

Jakie funkcje MailerLite są najważniejsze w fundraisingu? Najbardziej przydają się: kreator maili metodą przeciągnij i upuść, automatyzacje, formularze zapisu i landing page do budowania bazy, segmentacja odbiorców oraz testy A/B ze statystykami. Razem pozwalają budować listę, prowadzić relację z darczyńcami i poprawiać komunikację na podstawie danych.

Po co NGO osobny system do emaili, skoro ma media społecznościowe? Bo zasięgi w mediach społecznościowych zależą od algorytmu, którego nie kontrolujesz, a lista mailingowa jest Twoją własnością. To na niej najskuteczniej budujesz trwałą relację z darczyńcami i zamieniasz ich w regularnych wpłacających. Email pozostaje jednym z najtańszych i najskuteczniejszych kanałów w fundraisingu.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

PayU, Tpay czy zrzutka? Jaką bramkę wybrać i jak uruchomić płatności cykliczne w NGO


Szukasz konkretu: którą bramkę płatniczą podpiąć do strony, którą wtyczkę kliknąć i jakie są prowizje. To sensowne pytanie, bo bez działających płatności online nie zbierzesz ani złotówki. Dam Ci więc najpierw praktyczną odpowiedź, a potem powiem rzecz, która jest ważniejsza niż wybór samej bramki, i która zdecyduje, czy Wasze zbiórki w ogóle się rozkręcą.

Nazywam się Martyna Mazela, jestem założycielką Instytutu Fundraisingu i od 23 lat zajmuję się strategicznym #fundraisingiem. Przez ten czas widziałam dziesiątki organizacji, które miały świetnie podpiętą bramkę i pustą zbiórkę. Zaraz wyjaśnię, dlaczego tak się dzieje.

Jeśli chcesz od razu zacząć budować regularne wpłaty u siebie, mam dla Ciebie dobry pierwszy krok: zacznij od bezpłatnego mini kursu z fundraisingu >


Konkret: jaką bramkę wybrać i jak włączyć płatności cykliczne

Zacznijmy od praktyki. Na polskim rynku masz kilka sprawdzonych bramek płatniczych, między innymi PayU, Tpay czy Przelewy24, oraz zrzutkowe platformy do pojedynczych akcji. Do budowania regularnego finansowania szczególnie polecam PayU, bo korzysta z niego wielu moich klientów i, co najważniejsze, obsługuje płatności cykliczne.

Płatności cykliczne to serce pozyskiwania regularnych darczyńców. Działają jak subskrypcja Netflixa: darczyńca podpina raz kartę kredytową lub debetową, a system co miesiąc automatycznie pobiera ustaloną kwotę darowizny. Dzięki temu jednorazowa decyzja zamienia się w stałe wsparcie, a Ty nie musisz co miesiąc prosić o kolejną wpłatę. To dziś bardzo popularny mechanizm w całej sieci i najprostsza droga do przewidywalnego przychodu.

Jak to uruchomić w praktyce? Zakładasz konto w wybranej bramce obsługującej subskrypcje, przechodzisz weryfikację jako organizacja i podpinasz płatności do strony zbiórki albo landing page, najczęściej przez gotową wtyczkę lub integrację. Prowizje różnią się między dostawcami i potrafią się zmieniać, a część z nich oferuje warunki dla organizacji pozarządowych, więc aktualne stawki najlepiej potwierdzić bezpośrednio u dostawcy. I tu uwaga, do której zaraz wrócę: to nie prowizja zdecyduje o Waszym wyniku.


BLIK, czyli must-have w płatnościach online

Jest jeszcze jedna rzecz, której dziś po prostu nie może zabraknąć: BLIK. To jeden z najszybciej rosnących sposobów płatności w polskim internecie i dla wielu darczyńców pierwszy wybór. Płatność zajmuje kilka sekund, bez przepisywania numerów kart.

Teraz każdy musi mieć BLIKA. Jeśli Wasza strona zbiórki go nie obsługuje, część darczyńców po prostu zrezygnuje w połowie drogi, bo zapłacenie będzie dla nich zbyt kłopotliwe. Upewnij się, że wybrana bramka udostępnia BLIK, bo każdy dodatkowy klik na drodze do wpłaty to realnie utracone darowizny.

Chcesz zamienić pojedyncze wpłaty w stałe, comiesięczne wsparcie? Dowiedz się, jak zbudować bazę regularnych darczyńców — bezpłatny kurs >


Polecenie zapłaty: świetne narzędzie, ale nie dla każdego

Osobno warto wspomnieć o poleceniu zapłaty, bo to narzędzie ma jedną wspaniałą cechę: to organizacja pobiera pieniądze bezpośrednio z konta darczyńcy, na podstawie jego zgody. Darczyńca nie musi robić nic co miesiąc, a wpłaty są bardzo stabilne.

Jest jednak realne ograniczenie, o którym trzeba wiedzieć, zanim zaczniesz na tym budować plany. Polecenie zapłaty jest praktycznie zarezerwowane dla dużych organizacji. Średnim i małym NGO banki często w ogóle nie chcą uruchamiać tego mechanizmu do regularnych darowizn. Dlatego jeśli dopiero zaczynasz albo jesteś mniejszą organizacją, postaw na płatności cykliczne z karty przez bramkę, bo to rozwiązanie realnie dla Ciebie dostępne, a efekt regularności bardzo podobny.


Prawda, której nikt Ci nie powie: bramka to zaledwie 5% sukcesu

A teraz obiecany zwrot akcji. Wybór bramki, choć potrzebny, to naprawdę tylko kilka procent tego, co decyduje o wyniku zbiórki. Widziałam wiele organizacji, które tygodniami porównywały prowizje co do ułamka procenta, wybierały najtańszą wtyczkę, po czym ich zbiórka i tak stała pusta.

Dlaczego? Bo bramka płatnicza to tylko rura. A rura sama z siebie nie tworzy strumienia pieniędzy. Woda, czyli realne wpłaty, płynie z czegoś zupełnie innego: z komunikacji, która porusza, z emocji i poczucia sprawczości darczyńcy oraz z przemyślanych cykli utrzymaniowych, które sprawiają, że raz pozyskany darczyńca zostaje z Wami na lata.

Najtańsza bramka podpięta do strony, na którą nikt nie trafia i na której nic nie przekonuje do wpłaty, będzie stała pusta niezależnie od prowizji. Odwrotnie też: dobra komunikacja i sprawny lejek fundraisingowy zbiorą pieniądze nawet przy nieco wyższej prowizji. To jest twarda wiedza fundraisingowa, nie kwestia technicznego detalu.


Z mojej praktyki: narzędzie w służbie systemu

Technologia jest tylko wsparciem dla strategii, pokażę na dwóch przykładach.

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze, dla której robiłam strategię fundraisingową, za moją rekomendacją wdrożyła między innymi system CRM do fundraisingu. Ale to narzędzie zadziałało dopiero jako część większej całości: strategii, nowej strony nastawionej na fundraising online, ofert dla firm i całego procesu pozyskiwania darczyńców. W ciągu dwóch lat ich fundraising biznesowy wzrósł o 2000 procent, z 20 tysięcy do 400 tysięcy złotych rocznie. Nie zrobiła tego żadna pojedyncza wtyczka, tylko system, w którym narzędzia mają swoje miejsce.

Drugi przykład to Stowarzyszenie mali bracia Ubogich, z którym współpracuję. Już pierwsza kampania fundraisingowa, którą dla nich przygotowałam, przyniosła ponad ośmiokrotny wzrost przychodów rok do roku. Ta sama organizacja, podobne narzędzia, a wynik nieporównywalny, bo zmieniła się komunikacja i sposób prowadzenia kampanii. To najlepszy dowód, że o wyniku decyduje woda, a nie rura.


Co możesz zrobić już teraz u siebie

Załatw sprawę techniczną szybko i bez przesadnego rozdrapywania. Wybierz solidną bramkę obsługującą płatności cykliczne i BLIK, na przykład PayU, podepnij ją do strony zbiórki i włącz opcję subskrypcji, czyli regularnej darowizny. To wystarczy na start i nie wracaj już do bez końca porównywania prowizji.

Całą uwagę i energię zespołu przenieś tam, gdzie naprawdę powstają pieniądze: na komunikację, na pozyskiwanie nowych darczyńców i na utrzymanie tych, których już macie. Zaplanuj, co dzieje się po pierwszej wpłacie, jak zapraszasz darczyńcę do przejścia na płatność cykliczną i jak podtrzymujesz z nim relację przez cały rok. To ta praca zamienia pustą rurę w realny strumień.

Cały ten lejek, od pozyskania darczyńcy po zamianę go w stałego wpłacającego, rozpisałam krok po kroku: pobierz bezpłatny minikurs i zaprojektuj swój lejek regularnych darowizn >

A jeśli chcesz zbudować i wdrożyć cały system regularnych darowizn, od strategii po komunikację i utrzymanie darczyńców, prowadzę przez to krok po kroku w kursie System Regularnych Darowizn w NGO. Tam technologia jest dokładnie tym, czym powinna być: narzędziem w rękach dobrze zaprojektowanej strategii.

Bo najtańsza bramka nie zbierze za Ciebie ani złotówki. Zbierze ją system, do którego ta bramka jest tylko jednym z elementów.


Najczęstsze pytania

  • Która bramka płatnicza jest najlepsza dla NGO do regularnych darowizn? Do budowania regularnego finansowania polecam bramkę obsługującą płatności cykliczne, na przykład PayU, z której korzysta wielu moich klientów. Ważne, żeby udostępniała też BLIK, bo to dziś jeden z najczęściej wybieranych sposobów płatności. Aktualne prowizje potwierdź bezpośrednio u dostawcy, bo bywają negocjowalne i zmienne.
  • Jak działają płatności cykliczne w zbiórce? Darczyńca podpina raz kartę, a system co miesiąc automatycznie pobiera ustaloną kwotę darowizny, podobnie jak subskrypcja serwisu streamingowego. Dzięki temu jednorazowa decyzja zamienia się w stałe, przewidywalne wsparcie. To najprostszy technicznie sposób na pozyskiwanie regularnych darczyńców.
  • Czy małe NGO może korzystać z polecenia zapłaty? W praktyce rzadko. Polecenie zapłaty, w którym to organizacja pobiera środki z konta darczyńcy, jest zwykle dostępne dla dużych organizacji, a mniejszym banki często nie chcą go uruchamiać do regularnych darowizn. Dla małych i średnich NGO praktyczną alternatywą o podobnym efekcie są płatności cykliczne z karty przez bramkę.

Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

255 milionów złotych w 9 dni – zbiórka Bedoesa i Łatwo Gang dla Cancer Fighters



255 milionów w 9 dni od (nie)zwykłych ludzi

255 milionów złotych. W 9 dni. Od dziesiątek tysięcy zwykłych ludzi, którzy siedzieli przy komputerze lub telefonie i wpłacali, bo chcieli być częścią czegoś.

To nie jest „fenomen internetu”. To jest spełnienie wszystkich zasad fundraisingu, ale na sterydach i w skali niemożliwej do wyobrażenia jeszcze kilka lat temu.



Pięć zasad fundraisingu, które zadecydowały o tym sukcesie

Pierwsza zasada: jedna konkretna historia. Dziewczynka chora na raka po raz kolejny. Prawdziwa historia, prawdziwa potrzeba, prawdziwy człowiek z imieniem i twarzą. Nie „dzieci z chorobami nowotworowymi”. Jedno konkretne dziecko.

Druga zasada: jasny cel i jasny „wróg”. Rak jako przeciwnik. Nie abstrakcja, nie „wsparcie dla chorych”. Konkretna walka z konkretnym wrogiem, w której każdy może być po właściwej stronie.

Trzecia zasada: natychmiastowa akcja na żywo. Wpłacasz i w tej samej chwili jesteś częścią walki. Licznik rośnie w czasie rzeczywistym. Efekt jest natychmiastowy i widoczny.

Czwarta zasada: widoczność efektu. Licznik wpłat na żywo, widoczny dla każdego przez 9 dni. Każdy, kto wpłacił, mógł zobaczyć jak jego wpłata powiększa tę liczbę. Poczucie wspólnego budowania czegoś wielkiego.

Piąta zasada: wspólnota z zasięgiem. Ogromna, zaangażowana społeczność, która chciała być częścią tego wydarzenia. Gwiazdy, influencerzy, zwykli ludzie, wszyscy po tej samej stronie.



Co z tej akcji możesz wynieść dla Twojej NGO

Nie każda organizacja może zebrać 255 milionów. Nie każda ma dostęp do gwiazd i zasięgu milionów. Ale każda organizacja może zastosować te same zasady na swojej skali.

Jedną konkretną historię zamiast ogólnego apelu. Jasny cel z mierzalnym efektem. Regularną komunikację, która buduje społeczność wokół misji, a nie tylko prosi o pieniądze podczas kampanii. Darczyńców, którzy czują się częścią czegoś, nie tylko ofiarodawcami.

Siła akcji zorganizowanej w małej kawalerce w Warszawie przez Piotrka – Łatwo Gang oraz Bedoesa to nie budżet reklamowy ani profesjonalna produkcja. To zaangażowana społeczność, którą ktoś przez lata budował. I to jest właśnie to, co system regularnych darowizn buduje dla każdej NGO, która zaczyna myśleć o fundraisingu strategicznie.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

9 tygodni, 11 liderów NGO i kampania fundraisingowa oparta na wskaźnikach


Nie kurs z fundraisingu, ale program wdrożeniowy

Przez 9 tygodni, od końca kwietnia do końca czerwca 2026, pracowałam z 11 liderkami i liderami polskich NGO nad ich kampaniami fundraisingowymi. Ale nie tak, jak można by się spodziewać po „kursie online”. Nie było slajdów do obejrzenia i quizów do zaliczenia.

Co tydzień uczestnicy dostawali ode mnie konkretne zadanie do wykonania dla swojej organizacji. A ja dostarczałam wiedzę niezbędną do wykonania tego zadania, nie więcej. Wiedzę z fundraisingu, reklamy, komunikacji, marketingu. I bieżące wsparcie.

Efekt był taki, że osoby, które nigdy wcześniej nie robiły profesjonalnych kampanii reklamowych, po 9 tygodniach miały gotową, kompletną kampanię fundraisingową. Zbudowaną samodzielnie, na danych swojej organizacji, z mierzalnymi celami.



Co konkretnie zrobili uczestnicy

Uczestnicy mojego programu tworzyli pełną donor personę i opracowali grupy docelowe do kampanii. Opracowali przekaz komunikacyjny odpowiedni specyficznie do fundraisingu, nie do ogólnej komunikacji organizacji. Zbudowali biznes plan oparty na wskaźnikach z celami, KPI, zasięgami i miernikami sukcesu.

Przygotowali Big Idea kampanii, teksty, storytelling, hasła i sekwencję emailową. Zaprojektowali kampanię od A do Z z harmonogramem, strukturą, wizualnymi elementami i zdjęciami, które konwertują. Przygotowali projekt landing page. Skonfigurowali reklamy na Facebooku z dobranymi grupami docelowymi.

To ogromna transformacja w zaledwie 2 miesiące. Dla wszystkich uczestników była to pierwsza tak spójna, zaplanowana i mierzalna wielokanałowa kampania.



Co zapamiętam z tej edycji najbardziej

Nie wyniki kampanii. Nie liczbę zebranych pieniędzy. Zapamiętam moment, kiedy zachorowałam w połowie programu i napisałam do uczestników, że nie dam rady nagrać obiecanych materiałów na czas. I kiedy odpowiedzieli: „Martyna, odpoczywaj. Poczekamy na Ciebie. Twoje zdrowie najważniejsze.”

Kiedy masz uczestników programu, którzy tak reagują, wiesz, że zbudowałaś coś więcej niż kurs. Zbudowałaś wspólnotę. I dla takich osób chcę dawać z siebie 150%.


Co wynika z tego dla każdej organizacji

Wiedza, która zostaje w głowie, jest tylko kolejnym kursem do odhaczenia. Prawdziwa zmiana w fundraisingu zaczyna się od pierwszego wykonanego zadania. Pierwszego napisanego listu fundraisingowego. Pierwszej skonfigurowanej reklamy z konkretną grupą docelową. Pierwszego mierzonego wskaźnika.

Program wdrożeniowy uczy nie tylko tego, co robić, ale przede wszystkim tego, jak to zrobić na własnych danych, w swojej konkretnej organizacji, z własnym zespołem. I ta różnica widać w wynikach.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Strategiczny fundraising w NGO przestał być niszowym tematem

We wrześniu 2025 na mój darmowy masterclass o strategicznym fundraisingu zapisało się 780 osób. W kwietniu 2025 było ich 477. To prawie podwojenie w kilka miesięcy. Kiedy zobaczyłam tę liczbę, musiałam ją sprawdzić dwa razy. A potem przez chwilę siedziałam i próbowałam to przetworzyć.

Bo ten wzrost nie mówi tylko o moim masterclassie. Mówi coś o sektorze NGO w Polsce. O tym, że coś się w nim zmienia.



Pytania, które zmieniły się przez lata

Przez lata słyszałam przede wszystkim pytania operacyjne: „Jak zrobić lepszą zrzutkę crowdfundingową?” „Jak napisać lepszy list do firmy z prośbą o dużą darowiznę?” „Jak zorganizować bieg charytatywny, żeby zebrał więcej?”

A teraz coraz więcej liderów NGO mówi zupełnie inaczej: „Chcemy to robić z głową. Chcemy budować zaufanie społeczności. Chcemy działać strategicznie i planować z wyprzedzeniem. Chcemy inwestować, bo rozumiemy, że fundraising to inwestycja, nie koszt. Chcemy znać koszty pozyskania darczyńcy i mierzyć retencję.”

Dla mnie, po 23 latach w tym sektorze, to jest przełom. I szczera, duża radość.



NGO-sy dojrzewają i to widać w liczbach

Przez 3 dni masterclass frekwencja na sesjach na żywo była wysoka. Pytania były konkretne, merytoryczne, często zaskakująco zaawansowane. Uczestnicy nie pytali „jak szybko zebrać pieniądze małym kosztem”. Pytali o wskaźniki retencji, o modele segmentacji bazy, o strategie komunikacji między kampaniami.

To nie był przypadek i nie był to efekt mojego programu. To był efekt tego, co dzieje się w sektorze organizacji pozarządowych od kilku lat. NGO-sy profesjonalizują się. Liderzy myślą systemowo. Zarządy chcą mierzyć wyniki, nie tylko opisywać działania.



Co to oznacza dla organizacji, które jeszcze nie zainwestowały w strategiczny fundraising

Ten wzrost ma konkretną implikację, o której warto myśleć. Organizacje, które dziś inwestują w strategiczny fundraising, budują przewagę. Za rok, za dwa lata ta przewaga będzie trudna do nadrobienia.

Baza regularnych darczyńców buduje się przez lata. Zaufanie, które Twoja organizacja buduje z darczyńcami, nie pojawia się z dnia na dzień. Algorytm, który sprawia, że ścieżka darczyńcy od pierwszej wpłaty do regularnego wsparcia działa sprawnie, to efekt wielu iteracji i optymalizacji.

Jeśli zaczniesz budować to dziś, za rok będziesz miała lub miał przewagę. Jeśli poczekasz kolejny rok, ta przewaga będzie u kogoś innego.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Fundraising – wolność finansowa NGO, która przestaje czekać na grant


Historia, która mnie uderzyła

Pracowałyśmy kilka lat temu. Po konsultacjach do kampanii fundraisingowej zebrali od zera 400 000 zł w ciągu 4 miesięcy. W kolejnym roku 1 milion. Świetna historia. Dobra inwestycja, która zwróciła się wielokrotnie.

Kiedy więc moja klientka skontaktowała się ponownie i poprosiła o ofertę na szkolenie, cieszyłam się. Do momentu, kiedy dodała: „bo chcę się ubiegać o kolejny grant na współpracę ze mną”.

Zapytałam wprost: czy naprawdę musisz czekać na grant, żeby zainwestować w coś, co już raz przyniosło Ci milion złotych? I wtedy mnie uderzyło.

Ona wie, że ta inwestycja się zwraca. Ma dowody. Ma wyniki. Ale nadal szuka „pozwolenia od grantodawcy”, żeby zainwestować we własną organizację. I to nie jest wyjątek. To wzorzec, który widzę od lat.


Czego uczy system dotacji publicznych

System dotacji publicznych, który dominuje w polskim sektorze NGO, przez lata kształtował bardzo specyficzny sposób myślenia o pieniądzach i decyzjach. Uczy liderów, że każda większa inwestycja wymaga zewnętrznej zgody. Że budżet na profesjonalny zespół musi być wpisany we wniosek. Że szkolenie lidera jest „kosztem niekwalifikowanym”. Że wartość organizacji mierzy się kwotą pozyskanych dotacji, nie lojalnością darczyńców.

To nie jest zarzut wobec konkretnych grantodawców. To jest opis systemu, który ma swoje uzasadnienie formalne i historyczne. Ale jest to system, który sprawia, że liderzy NGO uczą się pytać o pozwolenie tam, gdzie mogliby samodzielnie decydować.



Czekanie na grant na fundraising to zamknięte koło

Kiedy czekasz na grant, żeby zainwestować w fundraising, wpadasz w paradoks: potrzebujesz pieniędzy, żeby zdobyć pieniądze, które pozwolą Ci zainwestować w zdobywanie pieniędzy. To koło, które się nie kręci w żadnym sensownym kierunku.

Tymczasem inwestycja w profesjonalny fundraising jest jedną z najlepszych inwestycji, jaką może zrobić organizacja pozarządowa. Dobrze zaplanowana kampania do bazy darczyńców zwraca się wielokrotnie w czasie. Każdy regularny darczyńca pozyskany dziś wpłaca miesiąc po miesiącu przez lata. Wartość tego darczyńcy w czasie jest dużo wyższa niż koszt jego pozyskania.



Fundraising to Twoja wolność finansowa

Nie musisz pytać grantodawcy o zgodę, żeby realizować swoją misję. To Twoje NGO. To Twoja decyzja. To Twoja odpowiedzialność i Twoja szansa.

Liderki i liderzy, z którymi pracuję i którzy zaczynają inwestować we własny fundraising, zamiast czekać na zewnętrzne pozwolenie, opisują podobne doświadczenie. Strach przed ryzykiem na początku. Pierwsze wyniki, które pokazują, że to działa. I poczucie, którego nie można opisać inaczej niż jako finansowa wolność, bo pieniądze na misję przychodzą od ludzi, a nie od instytucji.

Każde ryzyko jest warte tego, by czynić świat lepszym. I to jest dokładnie to, po co zakładałaś swoją organizację.


Autorką wpisu jest Martyna Mazela — założycielka i CEO Instytutu Fundraisingu, z 23-letnim doświadczeniem w fundraisingu. Pomaga liderom organizacji pozarządowych budować systemy fundraisingowe i pozyskiwać miliony złotych z darowizn na realizację ich misji. Dzięki autorskiej Strategii fundraisingowej 4K pomaga NGO przejść od finansowania rzędu 50 tys. zł do nawet 6 mln zł rocznie z fundraisingu i zbudować stabilne, niezależne od dotacji źródła finansowania całej NGO.

LinkedIn: linkedin.com/in/martyna-mazela-578385
Strona Instytutu: instytutfundraisingu.pl

Martyna Mazela